Sprawa Jurka Gościniaka
Dzień dobry, proszę Pana, Pan to zawsze tak tutaj, przeganiając gołębie stoi i straszy, straszy i stoi? Zapytany o zdanie, mimo że bardzo nie chcę, musiałbym podważyć pański autorytet nieco, co mogłoby nam obu, delikatnie mówiąc, przysporzyć problemów. Problemów, prawda, nie tyle dodatkowych i niepotrzebnych, co wyimaginowanych, jak, dajmy na to, sprawa Jurka Grześkowiaka. Jurek Grześkowiak, otóż Grześkowiak Jurek to był, panie, złoty chłopak. Chłopak na tyle złoty i czysty, czysty i złoty, że jakby był sukienką, to utkaną z najdelikatniejszego jedwabiu, który to jedwab, jak powszechnie świadomości publicznej wiadomo, wyciągają z dup jedwabników chińskie dzieci. Tak więc Jurek, Jurek-sukienka jak bańka wstańka miał, prawda, problemy z równowagą. Wchodził ci on do sklepu i przewracał się, to na regały, to na witryny cukierni, kiwając się z tym swoim pękatym brzuszyskiem, to w jedną, to w drugą stronę i spędzając tym samem sen z powiek nieroztropnych matek. To w prawo, to w le...